sobota, 28 listopada 2015

Wieniec adwentowy- czyli odliczanie czas zacząć

Witajcie Moje Drogie.

Dostałam dziś burę od znajomej, że nie piszę, że Was zaniedbałam, że mało mnie tu.
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko jedno- instagram.
Polubiłam go i to nawet bardzo, więc tam jestem często.
Do Was zaglądam regularnie, choć nie zawsze pozostawiam po sobie ślad.

Zgubiłam gdzieś jesień, Może to i dobrze. Nigdy za nią nie przepadałam.
Jutro pierwsza niedziela adwentu. Czas zacząć odliczanie do najpiękniejszych Świąt.
Teraz to już z górki, więc mam nadzieję, że i mnie będzie tu więcej.
Lubię ten przedświąteczny czas, tą całą bieganinę związaną z Gwiazdką.
Planowanie jakie kolory w tym roku na Święta, kupowanie prezentów, lista zakupów,
pieczenie ciastek i pierników. Lubię tą przedświąteczną bieganinę.

Znacie mnie i wiecie, że lubię wszystko co naturalne. Zrobienie wianka adwentowego
zajęło mi dosłownie minutę. Prosty, naturalny, bez zbędnych ozdobników czyli taki jak lubię.









\
Powstał pierwszy świąteczny stroik.
Stary omszały pojemnik i konewkę kupiłam na giełdzie kwiatowej.Bardzo spodobała mi się 
ich podniszczona forma. Dodałam mech, gałązkę modrzewia, świecę i gotowe.
W konewkę posadziłam pierwszego kupionego w tym sezonie hiacynta.
Idealnie się to wpasowało do mojej rustykalnej altanki i starej maszyny 
do pisania kupionej na giełdzie staroci.


















Pomysłów na proste, naturalne dekoracje
mam całe mnóstwo. Mam nadzieję, że chociaż kilkoma 
się tutaj z Wami podzielę.
Zapraszam na moje konto na instagramie,
tam staram się na bieżąco pokazywać co u mnie nowego.
\

Pozdrawiam serdecznie

Renata :)

środa, 21 października 2015

Stolik z maszyny do szycia

Stare maszyny do szycia maja swój
wyjątkowy niepowtarzalny urok i klimat.
Najczęściej nie są już użyteczne,
ale można je wykorzystać inaczej.
Metalowy stelaż nóg
można wykorzystać na stolik, biurko,
czy nawet jako blat do umywalki.


Jak tylko powstała moja altanka
wiedziałam, że musi być tam stolik
ze starej maszyny do szycia.



Nogi zostały oczyszczone i pomalowane.
Pan stolarz zrobił gruby dębowy blat.
Na razie jest w wersji naturalnej.
Może go pobielę i przetrę, ale na razie jest taki surowy.
Cały czas na nim przestawiam, jedne dekoracje chowam,
inne dokładam i tak codziennie.













Może coś doradzicie w kwestii blatu?

Pozdrawiam
Renata :)

piątek, 2 października 2015

Zaprosiłam jesień do domu.

Zaprosiłam jesień do domu.
Na dobre rozgościła się w mojej altance.





Wystarczyło kilka dyń, ciepły koc, poduchy.
W latarenkach jarzębina, głóg i świece,
które rozświetlają pomieszczenie,
a ciepłe płomienie przeganiają wszystkie smutki
i tęsknotę za latem.





























A jak tam u Was, 
stroicie się na jesień?


P.S.
W Netto mają widoczny na zdjęciu stołek futrzak
i dywaniki dostępne w 3 kolorach
w bardzo przyzwoitych cenach.
Poduchy ze zwierzakami to Pepco.

Pozdrawiam 
Renata :)

piątek, 25 września 2015

Moje baby boo



Dziś o moich baby boo wyhodowanych w ogródku.
Podobały mi się od dawna, bo są bardzo fajną dekoracją jesienną
 i nie tylko.
Łatwo z nimi nie było.
Najpierw miałam problem z zakupem nasion,
ale w końcu od czego jest internet,
udało się kupić 3 opakowania nasionek.
Wczesna wiosną wysiałam 2 opakowanie, nie wszystkie skiełkowały,
a w póżniejszym czasie część sadzonek przemarzła.
W sumie doczekałam się 6 krzaczków moich baby boo.
Zauważyłam, że nie na wszystkich kwiatkach zawiązują się owoce.
Najbardziej zaszkodziły im letnie upały, małe dyńki dosłownie
ugotowały się na krzaczkach.
Teraz z kolei nie służy im deszcz, w przyszłym roku
posadzę je gdzieś przy płocie, żeby nie dotykały bezpośrednio
mokrego podłoża, bo zaczyna wchodzić na nie jakiś grzyb.
Owocują już od sierpnia, a i teraz mają jeszcze zawiązki owoców,
jeśli pogoda będzie łaskawa, to szykuje się jeszcze dodatkowo kilka sztuk.

Oto one królowe mojego ogrodu.
Są dekoracją same w sobie, uwielbiam je.










































Wybaczcie tak dużą ilość zdjęć, ale jestem oczarowana
tymi białymi dyńkami.
Czy Wam też przypadły do gustu?

Od kilkunastu dni jestem na instagramie 
kto chętny zapraszam,  tam więcej z mojej codzienności.

Pozdrawiam serdecznie

Renata :)

sobota, 12 września 2015

Pralnia i nie tylko

Dziś zapraszam do obejrzenia
mojego kącika zwanego pralnią.


Odkąd kotłownia została przeniesiona z domu do innego budynku
zyskałam dodatkowe pomieszczenie.
Trochę pracy było, żeby to wszystko wyglądało tak jak dzisiaj.
Można powiedzieć, że powstało od początku.
Najpierw musieliśmy zasypać 1,5 metrową dziurę, 
wyrównać poziomy ścian i sufitu.
Założyliśmy ogrzewanie podłogowe, kanalizację, płytki
i pomieszczenie było gotowe.
Pozostawało tylko pytanie co ma w nim być.?
Pierwsze co zrobiłam, to wyniosłam pralkę z łazienki
i powstała moja mini pralnia.
Mam tutaj pod ręką wszystko co potrzeba.







Za parawanem na razie stoi suszarka
i deska do prasowania.
W przyszłości będzie tutaj biała szafa
z miejscem na ręczniki, kosz  na pranie itp.
Najbardziej cieszy mnie fakt, że pozbyłam się
pralki z łazienki i wszystkiego co się z praniem wiązało.

W pomieszczeniu powstał również kącik
z roboczym prysznicem i umywalką.
Na co dzień korzystamy z tylnego wejścia do domu, które prowadzi
właśnie tutaj.
Po przyjściu z dworu, czy ogrodu spokojnie można 
umyć ręce, czy wziąć szybki prysznic.














To tutaj również zostawiamy większą część naszych butów,
kurtek, płaszczy itp.






Zdjęcia nie najlepszej jakości,
pomieszczenie jest dosyć niskie,
słońce zagląda tylko wieczorem, do tego mleczna szyba w oknie.
Na ścianie kolor biały, szare płytki na podłodze, 
część prysznica i umywalki to moje ukochane białe cegiełki,
do tego trochę koloru czarnego.
Większość wyposażenia to Ikea. Lampa sufitowa(uwielbiam)
i kinkiet nad lustrem to Ekelund firmy Markslojd.
Zdjęcia robiłam latem, więc trochę letnich akcentów
się wkradło i koloru beżowego.

Dzisiaj dużo zdjęć, ale pralnia spełnia kilka funkcji
i każda warta polecenia.
W naszym domu takie pomieszczenie sprawdza się idealnie.

Pozdrawiam serdecznie

Renata :)