niedziela, 4 września 2016

Dębki-wspomnienie wakacji







W tym roku dość długo zwlekaliśmy 
z naszym wyjazdem nad morze.
A to mężowi nie pasowało,
a to prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne.
Mieliśmy tylko parę dni do dyspozycji,
więc zależało mi na słonku, plażowaniu itp.
Właściwie już straciłam nadzieję na pobyt nad Bałtykiem.

Końcem sierpnia wybraliśmy się w końcu do Dębek.
Mam chyba jakieś chody u góry, bo z pogodą trafiliśmy idealnie.
Trafiliśmy na najcieplejsze dni tego lata.
Pogoda nas rozpieszczała.
Codziennie od rana piękne słonko, dość wysoka temperatura
i prawie zero wiatru.
Na to liczyłam jadąc nad nasze morze.

Były wschody 



i zachody słońca








Morze spokojne, ani jednej fali




Spływ kajakowy rzeką wprost do morza,
super sprawa, polecam.





niektórzy mieli problem płynąć z nurtem rzeki hihihi











Jeśli chodzi o same Dębki, to bardzo przypadły nam do gustu.
Cicho, spokojnie.
Plaża przepiękna, szeroka, brzeg długi płytki z małymi wysepkami.
Ważne w przypadku małych dzieci, naprawdę można wejść
głębiej w morze i mamy wody do kolan.
Dojście do plaży małe 5 minut, przez lasek ubitą drogą, zejście na plażę
prawie płaskie.
Na pewno tu jeszcze wrócimy.


Z ciekawości pojechaliśmy również do Białogóry.
Moje spostrzeżenia są takie: do plaży spory kawałek, 
na moje oko ok.1,5km.
Trzeba się nachodzić, można podjechać bryczką lub rikszą,
ale to dodatkowe koszty.
Zejście na plażę strome z kilkunastoma schodami.
Sama plaża podobna do tej w Dębkach, jednak tutaj już brzeg
nie tak daleko płytki.
Może komuś przyda się takie porównanie, szczególnie ważne
jak jedziecie z maluchami i na plażę trzeba zabrać wózek.


Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad sensem pisania bloga.
Trochę mi szkoda rzucić to miejsce, poświęciłam mu kawał mojego czasu, serca,
poznałam fantastyczne osoby, również osobiście.
Zapewne wiecie z innych blogów, że w lipcu byłam ponownie na spotkaniu blogerek
w Poznaniu u Anitki, a na blogu ani słowa o tym nie było.

Mało mnie tutaj. O wiele łatwiej i prościej jest mi wrzucać posty na insta.

Wiele rzeczy chciałabym tutaj jeszcze pokazać,
materiały na posty są, ale doba ma tylko 24h.
Nie na wszystko starcza czasu.

Pozdrawiam serdecznie

Renata:)

piątek, 15 lipca 2016

Korytarz, przedpokój- fotorelacja z metamorfozy

Dziś zapraszam Was do mojego korytarza,
który początkiem wiosny doczekał się w końcu remontu.
To pomieszczenie, które użytkuję razem z moim teściami.
Od dłuższego czasu chciałam go zmienić po swojemu,
ale wiadomo jak się mieszka z kimś, to nie tak łatwo przekonać go do swoich
racji, wizji tego miejsca, trzeba cierpliwie czekać,aż starsi ludzie
dojrzeją do zmian.



Korytarz przeszedł generalny remont.
Zerwałam starą boazerią(o którą musiałam stoczyć największą walkę, wiadomo
przy boazerii ściana się nie brudzi itp), skułam tynki, zerwałam stary parkiet,
zburzyłam schowek pod schodami, który był magazynem niepotrzebnych rzeczy.
Wymieniłam drzwi, założyłam ogrzewanie podłogowe,
dzięki czemu mogłam się pozbyć kaloryfera,
a w jego miejsce stanęła drewniana komoda.
Co z tego wyszło zobaczcie sami.

Na pierwszy ogień poszły brązowe dechy ze ścian
i wyburzona ściana pod schodami.
Korytarz nabrał przestrzeni, zrobiło się jasno, przejrzyście,
dostał oddechu i o to mi chodziło.
Urządzając to miejsce nie kierowałam się modą, trendami.
Powoli w głowie rodziła się wizja tego miejsca, takiego mojego
od początku do końca .
Powiem Wam nieskromnie, że efekt końcowy mnie bardzo cieszy.


Tak wyglądało to miejsce przed zmianami,
pozostawiam bez komentarza.


W trakcie remontu



a tak wygląda dzisiaj



Marzyła mi się drewniana podłoga,
mąż zdecydowanie był na nie.Trzeba było pójść na kompromis.
Wybrałam drewniane panele, imitujące stare dechy.
Mają idealny kolor, sęki, pęknięcia, przetarcia,
dużo osób myśli że to drewno.
Po wyburzeniu ściany zrobiło się jasno, zyskałam dodatkowe metry,
Na ścianę położyłam starą cegłę z odzysku,
do tego klimatyczna ławeczka, kinkiet stylizowany na stary
i powstał całkiem przyjemny kącik.










Na zdjęciu powyżej są otwarte drzwi, tam jest altanka,
przez którą wchodzi się do mojego domu. Pisałam o nie tutaj i tutaj
Często w komentarzach pytałyście mnie, czy jest to osobne pomieszczenie.
To nie jest osobne pomieszczenie, przez nią wchodzimy do domu.
Drzwi po lewej to moja pralnia, pisałam o niej tutaj.

W miejscu, gdzie do tej pory był wieszak na ubrania,
stanęła dębowa konsolka. Na ścianie lustro okiennica i klimatyczny kinkiet.










Sznurkowe dywaniki zrobiła dla mnie Ania.

Korytarz ma kształt litery L, to druga część, która prowadzi do moich teściów,
klatka schodowa do mnie na górę.









Drewniana komoda to również dzieło mojego Pana stolarza.
Cała drewniana z dębowym blatem i klimatycznymi uchwytami.







Na ścianach tapeta w kolorze antycznej bieli i szarości.
Na dole korytarz do połowy w biało-szare pasy,
na klatce schodowej tapeta z tej samej serii 
przedstawiająca scenki rodzajowe z życia dawnej wsi.
Można dojrzeć wytworne damy w kapeluszach, amorki,namiastka francuskiej wsi.
Kawałek tapety oprawiłam w ramę i wisi jako obraz.





Na koniec takie małe zestawienie jak było, a jak jest












Do pełni zadowolenia z tego miejsca
brakuje mi tylko nowych schodów.
Kto wie, może jeszcze w tym roku zawitają 
nowe dębowe z białymi tralkami i balustradą.

Troszkę przydługi ten dzisiejszy wpis, wybaczcie.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was zdjęciami.
Jakbyście miały jakieś pytania, to piszcie w komentarzach.

Bardzo się cieszę, że kolejne ciche marzenie doczekało się realizacji.

Pozdrawiam
Renata :)

środa, 29 czerwca 2016

Trudne powroty- słodki bufet, krótki odpoczynek czyli co robiłam jak mnie nie było




Witajcie moje drogie czytelniczki.
Powrót do blogowania po długiej przerwie nie jest łatwy.
Nie było mnie z Wami przeszło 4 miesiące.
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Dopadła mnie proza życia codziennego, czasu jak na lekarstwo, doba za krótka.
Nie wiem od czego zacząć, chyba najlepiej od początku.

Wczesną wiosną w końcu doczekałam się generalnego remontu
mojego korytarza, przedpokoju.
Jak to w starym domu, nie obyło się bez niespodzianek.
Prace miały zamknąć się w 2 tygodniach, wyszedł miesiąc.
Dzisiaj tylko mała zajawka tego co wyszło.
O metamorfozie tego miejsca
napiszę osobny post.




W maju było bierzmowanie mojego najstarszego syn
i córka przystępowała do I komunii świętej.



Czas dzieliłam miedzy kościołem, domem a próbami.
Przyjęcie komunijne odbyło się poza domem,
ale przygotowania do tego dnia i tak zajęły mnóstwo
wolnego czasu. Chciałam zrobić córce niespodziankę
i przygotowałam słodki bufet.
To był strzał w dziesiątkę, słodkości podbiły podniebienie
nie tylko dzieci ale również dorosłych.
Drewniane serca, girlanda z napisem,
wszystkie papierowe ozdoby to dzieło Agi  http://rozana-laweczka.blogspot.com/.
Dziękuję  Ci kochana za pomoc w  przygotowaniu tego kącika.













Zmęczona codziennymi obowiązkami, pracą w ogrodzie,
wożeniem dzieci do szkoły, na dodatkowe lekcje
miałam ochotę na chwilę tylko dla siebie.
W połowie czerwca dostałam wolne od dzieci
i wybrałam się z mężem nad morze.
Wypoczęłam jak nigdy.
Turystów jak na lekarstwo, puste plaże,
idealna pogoda do plażowania.
Do tego zabiegi w spa, spacery brzegiem morza
i towarzystwo drugiej połówki wystarczyło abym
powróciła do domu wypoczęta i zrelaksowana.










Dziękuję Wam, że tutaj zaglądacie, że grono
obserwatorów ciągle się powiększa.
Mam już przygotowane zdjęcia do 2 części metamorfozy kuchni,
zmiany w korytarzu też pojawią się na blogu.

Do napisania mam nadzieję już wkrótce.
Pozdrawiam serdecznie
Renata :)